Pokolenie wizerunku

Daaawno mnie tu nie było, niestety jak nachodzi mnie wena, to zawsze jest to środek nocy i zazwyczaj nie mogę sobie wtedy pozwolić na pisanie, bo to kilka godzin snu w plecy. Spanie, czytanie i pisanie dla mnie najważniejsze, jednak jeżeli rano trzeba wstać, to to pierwsze jest priorytetem. Tak tylko się usprawiedliwiam, na wypadek, gdyby była tu choć jedna osoba, która czeka na moje wpisy.

Często ostatnio powtarzam, że nie pasuję do tego świata. Patrzę na to, co mnie otacza, na ludzi, starszych i młodszych, zwłaszcza tych młodszych. Czasy Internetu zrobiły z dzieci ludzi, dla których wizerunek i cała jego otoczka są najważniejsze. Mam 20 lat a czuję się staroświecka. Dziś 13- latki mają na twarzach pełny zestaw kosmetyków, buty na obcasach i srajfony. Pominę już to, że obecnie dla młodych ludzi najważniejsze jest to, żeby telefon nie zacinał się przy przeglądaniu Facebooka co 5 sek., choć to mnie przeraża. Ale patrzę na siebie i na te dziewczynki z gimnazjum i… kurde. W ciągu ostatnich kilku dni tak bardzo uderzyło mnie to, na czym te dzieci dziś się skupiają, że muszę to z siebie wyrzucić.

Zaledwie tydzień temu siedząc w kolejce u lekarza i czytając książkę, słyszałam rozmowę matki z córką. Zwróciłam wcześniej uwagę, że dziewczyna przyszła z mamą, ale to, że ja do lekarza chodzę sama nie znaczy, że inni też muszą. ’Pewnie w ciąży’- pierwsza myśl. Druga- ‘Bez przesady, może mama przyszła z nią, żeby po prostu dotrzymać towarzystwa, bo nudziłoby jej się samej w domu’. Dziewczyna siadając obok mamy, wyciągnęła z torebki, jakżeby inaczej, swojego ajfona i zaczęła pokazywać rodzicielce zdjęcia, głośno je komentując. ‘To na osiemnastce kolegi x, to z kolegą y, to na domówce u koleżanki z, to po imprezie z x,y i z’. Czasem śmiały się razem z tego, co zobaczyły. W pewnym momencie usłyszałam ‘o, a to twoja nawalona córeczka’, a mamusia… hihihi. No, bo przecież to takie zabawne zobaczyć pijaną nastoletnią córkę. Mam 20 lat i o ile otwarcie mówię mamie, kiedy idę wypić, o tyle jeśli wracam w troszkę gorszym stanie, staram się to ukryć. Tutaj znowu stwierdzam, że chyba jestem staroświecka, bo nie pokazuję mamie zdjęć z imprez (o, zgrozo!) i w dodatku nie chwalę się jej naocznymi dokumentami swojej nietrzeźwości, a moja mama nie śmieje się z tego.

Weszłam w końcu do gabinetu i kiedy rozmawiałam z Panią doktor, przyszła położna i przyniosła papierek, który położyła na biurku obok mnie. Nie jestem ciekawska i nie pcham wszędzie nosa, ale to, co widziałam na korytarzu, zniesmaczyło mnie i wyrobiło powierzchowną opinię oraz przypuszczenia z racji tego, jaki to był lekarz. Chyba potrzebowałam poparcia w swoich osądach, więc zerknęłam na papierek. Karta ciąży pani rok ode mnie młodszej, a właściwie prawie dwa, bo widziałam jej pesel i 18-ste urodziny miała wtedy, kiedy ja już powoli myślałam o swoich 20-stych. Wiem, wiem… Nie znam jej historii, nie mam prawa osądzać. Dziewczyna przez pół godziny mówiła tylko o imprezach, chwaląc się matce swoimi zdjęciami po pijaku i razem się z tego śmiejąc, przy czym nie wymieniła choć jednego męskiego imienia przynajmniej dwukrotnie. Tak bardzo młodzież próbuje zrobić z siebie bogatych i modnych kupując ajfony i chodząc w markowych ubraniach, ale nie zastanawiają się przy tym, co reprezentują swoim ‘byciem’, tym co mówią, jak mówią, o czym mówią. Wstrząsnęło mną to chyba aż za bardzo, nic mi tu nie pasowało. Rozumiem, teoretycznie dziewczyna pełnoletnia, może ma stałego chłopaka itd, choć jestem prawie pewna, że to dziecko taty nie będzie widywało zbyt często. Ale zachowanie jej mamy… dziecko dostawało od niej poklask do takiego trybu życia. Wiem, dziecko musi się wyszaleć itp., ale skoro dochodzi do tego ciąża, to chyba czas dorosnąć i rodzice powinni to uświadomić, zamiast chichotać razem z nim oglądając zdjęcia z imprezek.

Parę dni temu, siedziałam w pracy i rozmawiałam z kilkoma osobami, młodszymi ode mnie o kilka lat. W pewnym momencie minęła nas dziewczyna, witając się z moimi rozmówczyniami, po czym domyśliłam się, że jest w podobnym wieku. Zapytałam o to i byłam w ciężkim szoku, bo ta dziewczyna miała na sobie pełny zestaw makijażu. Pudry, róże, nie wiem co jeszcze tam zobaczyłam, bo nie bardzo się na tym znam, ale jej mocny makijaż, mocno mnie uderzył, ona miała jakieś 15 lat. Ja niedawno kupiłam sobie pierwszy w życiu fluid… chyba jestem mocno zacofana.

Dziś na Facebooku zobaczyłam post dziewczyny ze zdjęciem. Było na nim widać niewiele- oko i brew. Dziewczyna ‘z góry przepraszała za brwi’ i tłumaczyła się, że niedługo idzie do kosmetyczki, po czym pytała kobiety, co myślą o jej rzęsach. Weszłam na jej profil z ciekawości- miała nie więcej niż 15 lat.

Na tej samej grupie widziałam zdjęcie kosmetyków, przy którym kobieta zapytała o cienie z Avonu, byłam pewna, że to były cienie do brwi, bo na zdjęciu widać było tylko zamknięte pudełko. W końcu dziewczyna, która wstawiła zdjęcie odpowiedziała, że to-uwaga-puder. To dziecko miało nie więcej niż 14 lat.

Ja się pytam- gdzie dzieciństwo?

Jest czas na pampersy, nocniki, zabawy w chowanego, koniec zabaw, bo to wstyd i wychodzenie tylko po to, żeby porozmawiać, pierwsze miłości. Dopiero po tym przychodzi czas na szpilki i obcasy, strojenie się, malowanie. Dzisiejsze dzieci wstydzą się być dziećmi. 14-latki wyglądają nawet na 20-tki. Nie ma okresu zabaw, bo wraz z przerzuceniem się z nocnika na kibelek, zdejmują dziecinne buciki i z czasem, zbyt szybko, upodabniają się do dorosłych kobiet. Nie ma stopniowego wchodzenia w dorosłość. Dzisiaj dziewczynki nie malują się z czasem coraz mocniej, zaczynając od tuszu do rzęs tak jak ja i moje rówieśniczki. One od razu szpachlują twarz ciężkimi, niekoniecznie dobrymi i dobrze dobranymi kosmetykami, dodając sobie kilka lat, w dodatku często robiąc to nieumiejętnie w taki sposób, że chciałoby się powiedzieć (moje ulubione powiedzenie): ‘ładny masz makijaż’ zamiast ‘ładnie wyglądasz’.

Drogie 13-,14-,15-,16-,17-latki, bądźcie dziećmi! Wiem, że mając 17 lat człowiek czuje się już bardzo dorosły i faktycznie niekoniecznie nadal jest dzieckiem takim, jak w wieku 14-stu lat. Ale nie dodawajcie sobie lat makijażem i ubiorem, bo najważniejszym waszym atutem jest to, że jesteście takie młode. Mam nadzieję, że jeszcze wrócą pokolenia, które mając po 13 lat będą się czołgały po dachach, bawiąc się w chowanego.

Ludzka głupota może zabić

Trudno mi nawet zacząć, bo o takich sprawach zawsze trudno się mówi…

Nie będę opisywać wszystkiego, bo o tym trąbią wszystkie media. Każdy chyba słyszał co się stało w Sylwestra w Jeleniej Górze. A ja nie mogę uwierzyć, że takie rzeczy naprawdę się dzieją. W dodatku tak blisko nas…

Przypominam sobie co robiłam o tej godzinie. Myślę o tym, że całe miasto cieszyło się Sylwestrem, kiedy te dziewczyny przeżywały krótki koszmar. Były na pewno w dobrych humorach, chciały przywitać nowy rok. Słyszały i widziały na pewno pierwsze fajerwerki, ale nie rozpoczęły nowego roku. Przez tego … (tutaj wstaw odpowiednie określenie, bo mi brakuje słów) nastolatki, które miały przed sobą całe życie, nie mają już nic. Dla mnie małe ma znaczenie, czy przechodziły przez ten most, bo szły na Plac Ratuszowy z szampanem (co na pewno oburza ludzi, bo przecież to jeszcze dzieci), czy stały na tym moście bez szampana i tam chciały obejrzeć fajerwerki. Zdaję sobie sprawę z tego, że to kwestia kilku sekund albo kilku metrów i śmierć mignęłaby im przed nosem. Gdyby wyszły z domu chwilkę wcześniej- ten samochód rozwaliłby się tuż za nimi. Gdyby wyszły chwilkę później- rozwaliłby się przed nimi. Gdyby szły troszkę szybciej albo troszkę wolniej… A może zatrzymywały się po drodze i gdyby tego nie robiły, to nie byłyby w tym miejscu w tej chwili.

Słyszałam, jak kobieta mówiła o tym do kolegi: „Paweł, ale pomyśl, że to Ty mogłeś tam stać w tamtej chwili, czy ktoś inny. To mogło się zdarzyć każdemu, tak miało być”. Mniej więcej tak brzmiały jej słowa. Pomyślałam sobie wtedy… Tak miało być?! Gdyby ten facet zasłabł, dostał zawału, zasnął za kierownicą po długiej trasie… Wtedy można by było powiedzieć ‘tak miało być’. Ale to jego głupota, jego bezmyślność, brak wyobraźni i brak odpowiedzialności zabiły te dziewczyny.

W takiej sytuacji nie można powiedzieć „Bóg tak chciał”, „Każdy popełnia błędy, każdy zasługuje na drugą szansę”, „Widocznie tak musiało być”. To tak musi być? Pijany … wsiada za kierownicę, zabija ludzi i to tak ma być? Cholera, no! Bóg tak chciał? To Bóg kieruje tym wszystkim tak, żeby młode dziewczyny w tak tragiczny sposób straciły życie, żeby ich rodziny musiały przechodzić przez taki koszmar? Wierzący powiedzą, że człowiek ma wolną wolę, albo że przyszedł czas na te dziewczyny, dlatego kwestię Boga zostawmy w spokoju. Błąd? Nie, to nie był błąd. Nie można nazwać błędem czynu, przez który ktoś inny traci życie. Właśnie, to była jego wola, jego wybór. Ten (jakkolwiek go nazwać) miał wybór i wybrał bardzo źle.  Co mu za to grozi? Do dwunastu lat więzienia… Brak słów, naprawdę. W dodatku nie przyznaje się do winy, bo nic nie pamięta. Pasażerka też nic nie pamięta, chociaż była o wiele trzeźwiejsza. Jest nawet zdjęcie, na którym widać, jak wychodzi z auta. Na pewno je widziała i inne zdjęcia też, ale nic nie pamięta…

W wakacje chodziłam przez ten most, zatrzymywałam się na nim i patrzyłam na widoki. Obserwowałam wodę, kamyki na dnie, szukałam ryb. Widziałam ten most z daleka po tym, co tam się stało, widziałam znicze, które się tam palą. Raczej nie będę już chciała podziwiać na nim widoków.

Oglądałam dzisiaj profile tych dziewczyn na fejsie. W Sylwester znajomi składali im życzenia noworoczne… Są tam też oczywiście dziesiątki zniczy, teksty ‘Boże jak żal’, ‘Marysiu nigdy Cię nie zapomnę’… Jakaś dziewczyna się wypowiedziała na temat tych wszystkich żali i została zgaszona. Dlaczego? „Byłam kiedyś w takiej sytuacji i byłam wdzięczna przyjaciołom za pisanie, bo wiedziałam, że nigdy o nich nie zapomną” odpisała jej inna. Bardzo mi przykro, ale ci ‘przyjaciele’ zapominają o wiele szybciej niż można się spodziewać. A ludzi, którzy naprawdę nigdy nie zapomną jest bardzo niewielu i raczej nie będą się obnosić po kilku latach z tym, że pamiętają. Za rok ci ‚przyjaciele’ znowu będą się bawić w Sylwestra i może, może komuś przejdzie przez myśl co się stało rok temu. Rodziny tych dziewczyn prawdopodobnie  już nigdy nie będą się cieszyć z tego dnia i świętować. To będzie dla nich najgorszy dzień w roku.

To, co mnie najbardziej denerwuje, to te internetowe znicze i wylewanie żali publicznie na profilach osób zmarłych. Komu to pomoże? Chcesz wszystkim pokazać, że brakuje Ci tej osoby? Nie lepiej pójść na pogrzeb, pomyśleć o niej albo pójść na miejsce jej śmierci i zapalić znicz? Większość tych osób zapomni o tych dziewczynach za tydzień czy miesiąc. Zostaną już tylko te internetowe nic nieznaczące znicze… Pisanie do kogoś zmarłego może psychicznie jakoś w minimalny sposób pomóc. Ale lepsze jest już napisanie listu, SMSa z nadzieją, że zostanie odczytany jednocześnie wiedząc, że tak nie będzie. Po stracie bliskiej osoby to jest zrozumiałe, ale po co robić to publicznie?

Ktoś na profilu jednej z dziewczyn udostępnił klepsydrę. „zginęła śmiercią tragiczną 31 grudnia 2017 roku (…) Pogrzeb odbędzie się 5 stycznia 2017 roku”. Może się czepiam, ale dla mnie to jest błąd mało istotny, jednak zmieniający kompletnie sens tekstu, a raczej nadający mu brak sensu. Dziewczyny nie zobaczyły 2017 roku, chociaż miały do tego roku tylko 5 minut…

Ludzie po prowadzeniu pod wpływem alkoholu tracą prawo jazdy. Często jest tak, że spowodują tylko lekką stłuczkę czy coś w tym stylu. Ale to ich niczego nie uczy, prowadzą bez prawa jazdy i nadal pod wpływem. Drugiego ostrzeżenia może już nie być- drugim razem może się stać coś tak tragicznego i człowiek, który ma sumienie nie będzie mógł spokojnie spać wiedząc, co zrobił.

To od nas zależy, czy takie rzeczy się dzieją. Gdyby ta kobieta nie wsiadła do tego auta razem z tym typem, to może on też by nie pojechał? Przede wszystkim- miejcie wyobraźnię! Trzeba umieć przewidzieć i ocenić sytuację. Trzeba pomyśleć, że jeżeli wejdziemy na pasy na czerwonym świetle, to w tym samym momencie może nadjechać ktoś, kto chcąc nas wyminąć uderzy w inne auto i komuś stanie się krzywda, że zamazując znak, albo tłukąc lusterko ktoś może mieć wypadek. Pomyśleć, że lepiej spóźnić się do pracy, nawet gdyby dojeżdżając do niej czekało zwolnienie, niż w ogóle do niej nie dojechać. Trzeba mieć wyobraźnię, ale przede wszystkim! Nie prowadzić po alkoholu czy innych używkach. Zioło może i jest lecznicze, ale to jest ten lek, po którym nie wolno obsługiwać maszyn ani prowadzić auta. Nawet jedno piwo może zamulić i opóźnić reakcję.

Pamiętajcie, takie sytuacje zależą od nas!

Dzieci XXI wieku

Przeczytałam tekst o seksie wśród nastolatków i dzieci i natchnęło mnie, żeby napisać. Bo przecież te nastolatki, to tak naprawdę nadal dzieci, a ja, teoretycznie, jestem dorosła. Teoretycznie. Praktycznie sama całkiem niedawno miałam 15 lat, a to, że jestem pełnoletnia wcale nie znaczy, że jestem dorosła i że dorosła powinnam się czuć.

Kiedy byłam w gimnazjum raczej nie mówiło się o tym kto, z kim, jak i kiedy. Jak się mówiło, to był wstyd dla osoby o której się mówiło. To nie było normalne. Może po prostu obracałam się w porządnym towarzystwie. Może były takie grona osób, w których chwaliło się takimi sprawami.

Jak miałam 13 lat, nadal byłam dziewczynką. Ani starsi koledzy, ani nowa szkoła nie spowodowały, że poczułam się bardzo dorosła i myślałam, że wszystko mi wolno. Nie nosiłam butów na obcasie, nie używałam fluidów, podkładów i innych takich kosmetyków.

A dzisiaj? Te 13-letnie DZIEWCZYNKI wyglądają doroślej ode mnie. Te dziewczynki mają taki makijaż i ubierają się tak, że spokojnie kupują fajki w sklepie. A mi pani w biedronce nie chce piwa skasować, bo zapomniałam, że 18 lat skończyłam, ale ta pani tego nie wie. Patrzy na mnie wzrokiem mówiącym ‘dziecko, powinnaś od razu pokazać mi dowód, którego zapewne nie masz, a ja zaraz Cię o niego poproszę. Wtedy będziesz musiała powiedzieć, że go nie masz i zrobi Ci się głupio, bo wszyscy w kolejce będą to słyszeli, no i siara’. A ja zwyczajnie całkiem zapomniałam, że to piwo kupuję. Pani nie chciała mi go sprzedać, bo nie byłam pomalowana, więc wyglądałam na max 16 lat.

Jakiś czas temu zauważyłam, że dzisiaj dzieci bardzo szybko przestają się bawić. Bo to wstyd? Kurde, ja bym dużo dała, żeby jak kiedyś móc się pobawić w dom, robić zupę w słoiku z wody deszczowej i trawy, dosypując ziemi i mieszając patykiem. Teraz te dzieci chcą być jak najszybciej dorosłe i zajmują się sprawami dorosłych. Same zabierają sobie dzieciństwo. Współczuję im.

Nie zdawałam sobie do tej pory sprawy z tego, że aż tak bardzo chcą być dorosłe, czym tak naprawdę pokazują jakimi są dziećmi. 15-latka zaszła w ciążę? Wina rodziców, wina szkoły. Bzdura! Rodzice i szkoła powinni przygotowywać dzieci do dorosłego życia, rozmawiać. Ale nie oszukujmy się. Mało kto dziś dowiaduje się o takich sprawach od rodziców czy nauczycieli. Internet, towarzystwo. To ma największy wpływ.  Ta 15-latka dobrze wie, co robi i wie, jakie mogą być tego konsekwencje. Ale myśli, że przecież nic się nie stanie. I po prostu jest głupia. Nie stwierdzę nawet, że niedojrzała. Po prostu głupia. Niedojrzały człowiek czuje, że jest niedojrzały, zdaje sobie z tego sprawę. Powiedzmy nawet, że ta dziewczyna nie uprawia seksu z kolegą. Niech będzie, że jest z chłopakiem 3 czy 4 lata, zdarza się. Ale to nie znaczy, że jak jest z nim długo, to w wieku 15 lat może uprawiać seks. Jeżeli jest dojrzała, to przemyśli sprawę i będzie wiedziała, że ma jeszcze czas. Będzie myślała o konsekwencjach i dojdzie do wniosku, że powinna poczekać. No bo która nastolatka ma matczyny instynkt i byłaby w stanie wychowywać dziecko?

Przeraża mnie ten pęd do dorosłości. Kiedyś dzieci w naturalny sposób dorastały. Stopniowo bawiły się coraz mniej, stopniowo wyrastały z zabaw. Teraz dzieci w szóstej klasie podstawówki piją i palą. Nie chcą być dziećmi, nie chcą się bawić.

To jest smutne, ale do tej pory nie myślałam o tym, że te dzieci robią i mówią o takich rzeczach, o których nie słyszał niejeden dorosły. I chwalą się tym. Dlaczego? Czują się lepsze, chcą się przypodobać innym?

Nie ważne, ile się ma lat, o takich sprawach się nie mówi. To się nazywa INTYMNOŚĆ. Jeżeli masz prawdziwego przyjaciela, to nie opowiadasz wszystkim o jego problemach, sekretach. Bo go szanujesz, bo jesteś lojalny. Więc dlaczego opowiadasz z chęcią o tym, co robisz ze swoim partnerem? Przecież to jest też jego prywatność. Może ta druga osoba nie życzy sobie, żeby o jej, nie tylko twoim, ale także jej życiu intymnym wiedziały osoby, których ona być może nawet nigdy nie widziała? Ten drugi człowiek jest nam po to, żeby można było z nim o wszystkim porozmawiać, dlatego jeżeli coś Ci się podoba, albo nie podoba, to mówisz to tej osobie, nie wszystkim wokół. Wtedy czujesz, że jest coś, co jest tylko wasze, że macie tematy, na które nie rozmawiacie z nikim innym, swoje tajemnice. Czy to nie jest piękne? Według mnie jest, ale co ja się znam.

Dzisiaj seks jest wszędzie. Zwracam na to uwagę szczególnie w reklamach i bardzo mnie to denerwuje. Co półnaga kobieta ma wspólnego ze słodyczami? Trzeba by było odciąć dzieci od telewizji, Internetu i… od dzieci. Bo jak dziecko nie zobaczy czegoś w telewizji czy Internecie, to prędzej czy później pokaże mu to drugie dziecko.

Straszne jest to, że dzieci dzisiaj piją, palą, uprawiają seks. Jeszcze straszniejsze jest to, że o tym ostatnim otwarcie opowiadają, chwalą się, zamiast zachować to dla siebie.

Ale z drugiej strony… Jeżeli dziecko się nasłucha, jak mamusia opowiada koleżance co robiła z tatusiem w nocy ze wszystkimi szczegółami, to przecież nic złego mówić o takich sprawach, prawda…? Często są osoby, przy których nie można powiedzieć o tym czy o tamtym, bo zwyczajnie się tym osobom nie ufa albo po prostu te osoby o tej konkretnej sprawie nie powinny wiedzieć. Więc dlaczego dzieci mają wiedzieć o sprawach, które ich nie dotyczą i nie powinny ich interesować?

Pisanie Życiem

Pierwszego wywiadu udzieliłam… Sama sobie :)

A- Cześć.

O- Hej.

A- Czym jest dla Ciebie pisanie?

O- Wszystkim. To mnie uspokaja, pozwala poczuć, że wyrzuciłam z siebie coś, co mnie dręczyło psychicznie. Pisząc czuję się jak ryba w wodzie. Pisanie i czytanie jest tym, co kocham, a najbardziej cieszy mnie to, że mogę łączyć jedno z drugim. To nie jest tak, że siadam i myślę ‚dzisiaj coś napiszę’, nie. Po prostu czuję taką wewnętrzną potrzebę, czuję, że tu i teraz, w tym momencie mam coś do napisania i muszę napisać. To chyba wena (śmiech). Nie zawsze mam możliwość pisać w tym momencie i to jakoś ulatuje, jeżeli piszę później to czuję, że przegapiłam najlepszy moment na wyrzucenie tego z siebie i że to nie jest wszystko, co chciałam napisać. Wtedy czuję się tak, jak wtedy, kiedy wychodzisz z domu i wiesz, że czegoś zapomniałaś, ale nie możesz sobie przypomnieć czego.

A- Opowiedz może od początku jak to się zaczęło. Od zawsze wiedziałaś, że jesteś w tym dobra?

O- Nie, nie od zawsze. Odkąd pamiętam lubiłam pisać. Wiadomo, w podstawówce robiłam mnóstwo błędów, ale pisałam i zawsze miałam dużo do napisania. Najtrudniej było zacząć, ale jak już skończyłam, zawsze musiałam skracać tekst z wielkim bólem, bo na 2-3 klasę podstawówki moje zdania były zbyt rozbudowane i nie patrzono na to pozytywnie. Mimo to chyba w 3 klasie na świadectwie miałam napisane ‚uzdolnienia literackie’. Bardzo mnie to podbudowało, ale nadal to było za mało.  W gimnazjum wypracowania pisałam 10 minut przed lekcją. Po prostu czytałam temat, zastanawiałam się chwilę, a potem pisałam nie przerywając, dopóki nie skończyła mi się kartka. Wtedy koleżanki stawały obok mnie i pytały „Jak Ty to robisz?”, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Co robię? Co jest trudnego w napisaniu wypracowania nie zastanawiając się co chwilę „co dalej”? Wtedy, po kilku takich sytuacjach, po obserwacji innych, po pochwałach mojej Pani polonistki, uwierzyłam, że to jest jednak coś. Wtedy zrozumiałam, że to jednak coś niezwykłego. I uwierzyłam w siebie. Gimnazjum pod tym względem było dla mnie najbardziej rozwojowym okresem czasu. Miałam świetną panią polonistkę, której wiele zawdzięczam. Chyba jestem zbyt skromna, żeby powiedzieć, że mam talent, ale widzę, że w moim otoczeniu mało jest osób, które piszą z taką łatwością, jak ja. I dużo daje mi do myślenia to, co czuję pisząc. To jest nie do opisania.

A- Skąd pomysł na pisanie bloga?

O- Kocham pisać i chciałam, żeby to miało sens. Mogłam pisać dla siebie, ale to mnie nie spełniało. czułam, że się blokuję i chciałam, żeby ktoś poza mną mógł to czytać. Po prostu czułam taką potrzebę. Ciężko było mi się przełamać i długo to trwało, ale w końcu nastała ta chwila.

A- O czym piszesz na blogu? Masz jaką główną tematykę?

O- Interesuję się psychologią i zawsze jest jej trochę w każdym wpisie. Poza tym czasem jest coś, o czym pomyślę przez dłuższą chwilę i czuję, że muszę o tym napisać. Najczęściej to są sprawy, które przeszkadzają mi w otaczającym świecie, w ludziach. Sprawy, które mnie zastanawiają, albo po prostu temat, na który chcę wyrazić swoje zdanie publicznie. Mogłabym powiedzieć, że mój blog jest bardzo życiowy. Nie ma tam żadnej mody, czy coś w tym stylu. Samo życie.

A- Są osoby, które czytają Twojego bloga regularnie?

O- Jest takich osób więcej, niż się spodziewałam. Cieszy mnie myśl, że czytanie moich tekstów sprawia komuś przyjemność. Czuję, że daję coś innym. Czasem ktoś pyta, kiedy napiszę coś nowego, mówi, żebym dała znać od razu, jak pojawi się coś na blogu. Zazwyczaj właśnie te osoby mnie bardzo chwalą.

A- Co dokładnie mówią?

O- Czasem nawet wyczuwam ich zachwyt. To, co najbardziej zapamiętałam, to żebym napisała książkę, że mam talent i że da się wyczuć, że piszę prosto z serca. Poza tym wiele osób mówi, że lubi czytać to, co piszę, że to ciekawe.

A- A ludzie, którym nie podoba się Twój blog? Jak przyjmujesz krytykę?

O- Nie trafiłam jeszcze na kogoś, kto po prostu powiedziałby mi, że np. żałuje minut straconych na przeczytanie. Pewnie tacy ludzie są, ale najprawdopodobniej nie mają tyle odwagi, żeby mi to powiedzieć (śmiech). Chociaż całkiem możliwe, że na tyle osób, które odwiedziło mojego bloga, nikt jeszcze nie pomyślał ‚jak coś takiego można pisać publicznie?!’ Zazwyczaj ktoś, kto chce mnie poprawić najpierw mnie chwali, a potem zwraca uwagę na to, co mu się nie podoba. Jestem pewna, że to co robię, robię dobrze. Jestem też świadoma tego, nad czym muszę popracować. Dlatego jeżeli ktoś zarzuca mi, że coś powinnam poprawić, a ja wiem, że tak właśnie ma być, bronię swojej racji. Jeżeli ktoś zwraca mi uwagę na to, nad czym pracuję, to co innego mogę powiedzieć niż ‚wiem’? Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu podoba się co i jak piszę, ale to nie znaczy, że przestanę pisać. To znaczy jedynie, że o gustach się nie dyskutuje.

A- Czego oczekujesz od swojego bloga? Wyrażając swoją opinię publicznie chcesz coś zmienić?

O- Nie. Mam prawo do swojego zdania i wyrażam je. Po prostu uważam, że mam coś do powiedzenia i mam cichą nadzieję, że chociaż jednemu człowiekowi dam do myślenia. Poza tym blog jest moim ‚słuchaczem’. Wyrzucam tam to, o czym myślę.

A- Nazwa Twojego bloga ma jakiś głębszy sens?

O- Ma bardzo głęboki sens i bardzo lubię o tym mówić. Jedni zbierają znaczki, inni pocztówki, a ja… cytaty. Mam je wszędzie. Na komputerze, w telefonie, w szkole zapisuję je w zeszycie, który akurat mam pod ręką. Jedne trafiają do mnie mniej, inne bardziej. Moja nazwa pochodzi od cytatu, który bardzo szczególnie do mnie trafia. „Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych. Najważniejsze jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego” (Mahatma Gandhi). Nie powinniśmy porównywać się z innymi. Powinniśmy zdawać sobie sprawę ze swoich wad i chcieć być lepszym człowiekiem. I ja właśnie chcę być lepsza. Codziennie lepsza od siebie.

A- Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?

O- Chciałabym być dziennikarką, albo psychologiem. Pisałabym coś mądrego do gazet, albo pomagałabym ludziom w rozwiązywaniu problemów, siedząc w gabinecie, a w domu mogłabym pisać. Więc tak, chcę pisać w przyszłości dla większego grona ludzi.

A- Więc chcesz wydać książkę?

O- Tak. Pewnie byłaby to książka psychologiczna (śmiech). Wszystko, co piszę w mniejszym czy większym stopniu jest z tym powiązane, niekoniecznie bezpośrednio. Naczytałam się książek psychologicznych i teraz na wszystko i wszystkich patrzę jako psycholog-amator (śmiech). Ale to jest temat na kolejny wywiad.

A- Wspominałaś wcześniej, że kochasz czytać. Co takiego?

O- Jak już mówiłam, interesuję się psychologią i lubię czytać takie książki. Niestety to jest trudne, bo te książki zawierają dużo informacji. Zawsze powtarzam, że czytać książkę psychologiczną to tak, jakby czytać podręcznik szkolny (śmiech). Nie lubię fantastyki. Doceniam pisarzy, ale mam swoją wyobraźnię. Mam dużo książek np. o miłości dla nastolatek, nadal czasem takie kupuję. Jednak najbardziej lubię autobiografie. Wszystkie autobiografie, ale najwięcej mam o narkotykach. Dzięki temu zaczęłam patrzeć na narkomanów inaczej, nie tak, jak większość, ale to też jest temat na kolejny wywiad. Po takiej książce mam ochotę na coś lżejszego, więc czytam coś o szkolnej miłości nastolatków i przeżywam tak samo, jak autobiografie, ale ze świadomością, że to już jest tylko książka.

A- Więc kupujesz książki, nie wypożyczasz?

O- Nie. Kiedyś chodziłam do biblioteki, wiadomo. W gimnazjum pani bibliotekarka zawsze wiedziała, co mi polecić. Pomogła mi wyrobić gust i naprowadziła mnie na tematykę, która mnie interesuje. Już prawie od 4 lat kupuję książki. Ludzie tego nie rozumieją, często ktoś pyta, czy nie lepiej wypożyczyć. Nie. Kocham książki, kocham na nie patrzeć w moim pokoju i ciągle mam ich za mało. Zawsze będzie za mało. Chciałabym mieć ich tyle, żeby móc otworzyć swoją bibliotekę. Zawsze się śmieję, że jestem uzależniona od czytania i że to chyba jedyne uzależnienie, które nie szkodzi w większym stopniu. Tylko mój portfel bardzo na tym cierpi (śmiech). Po prostu jestem bibliofilem.

A- Może na koniec podaj nam adres swojego bloga.

O- www.lepszaodsiebie.blog.pl

A- Dziękuję za wywiad.

O- To ja Ci bardzo dziękuję i mam nadzieję na kolejne. Tematy już są (śmiech).

Wiek Internetu

Chyba każdy pamięta jakie były jego początki z Internetem. Ja tak.
Konto na nk, wow. Mogłam bez przerwy siedzieć na naszej klasie albo grać na gry.pl. Nie pamiętam, kiedy mi to przeszło, ale przeszło. Niestety potem przyszedł Facebook. I myślę, że to prawdziwe zło. Wiadomo, przydaje się. Ułatwia kontakt z ludźmi, którzy są daleko, pozwala znaleźć starych znajomych, czy nawet odnaleźć kogoś, kto zaginął. Niestety, pieskom, kotkom itd. nie pomagamy udostępniając zdjęcia. Większość ludzi, którzy mają dobre serce wierzą, że pomogą w ten sposób, ale to zwykła ściema. Szczerze wątpię, żeby jakikolwiek post tego typu był dodawany naprawdę po to, żeby pomóc. Polecam dowiedzieć się trochę na temat postów typu ‚udostępnij, jeśli masz dobre serce’. Zwykła manipulacja, tak jak w reklamie… (nie, ja nie mam zamiaru tak oszukiwać ;-) )

Wróćmy do Facebooka. W moim przedziale wiekowym znam bardzo mało osób, które z niego nie korzystają. Dzisiaj jest prawie niezbędny. Ale…
Ile NIEZBĘDNEGO czasu tracimy przeglądając na fejsie ZBĘDNE rzeczy? Ile czasu spędzamy bezsensownie przeglądając ‚główną’? Ja spędzałam go dużo i myślę, że wiele innych osób też. Od jakiegoś czasu czułam, że to za bardzo mnie pochłania. Człowiek zabija w ten sposób nudę, chociaż można to robić na setki innych sposobów. Przez fejsa nawet przestałam czytać, bo przeglądając go nie trzeba myśleć, tylko patrzeć. Czasem się człowiek zatrzyma, obejrzy śmieszny filmik, zainteresuje się jakimś zdjęciem. To nie wymaga wysiłku psychicznego. Przy czytaniu trzeba jednak trochę wysilić mózg, zwłaszcza jeśli czyta się trudną książkę. Facebook odsunął mnie od tego, co kocham.

Myślałam o tym, żeby usunąć konto, ale… Gdzie ja będę czytać tyle wspaniałych cytatów? Jak będę się kontaktować z ludźmi? Nie będę wiedziała co piszą na grupie klasy. No i blog, przecież na fb najłatwiej się to udostępnia.
To tylko portal społecznościowy, a rozstanie się z nim okazuje się tak trudną decyzją. W końcu dezaktywowałam konto, bo czułam, że Facebook zabiera mi zbyt dużo czasu, a włączanie go było już nawykiem. Po jakiś dwóch tygodniach aktywowałam konto, ale teraz kiedy odruchowo zaczynam przeglądać główną, zaraz myślę o tym, że znowu tracę czas i staram się nie poświęcać temu bezsensownemu zajęciu tyle, co wcześniej.

Po tym, jak tymczasowo rozstałam się z tym złem myślałam o tym, że do usunięcia konta z Facebooka trzeba dorosnąć. Dlaczego? Dla dzieci fejs jest czymś fajnym. One nie zdają sobie sprawy jak dużo obcy ludzie o nich wiedzą. Wszędzie piszą komentarze, wszystko lajkują, wrzucają dziesiątki zdjęć, żeby wszyscy widzieli nowego ‚ajfona’. Wydaje mi się, że dla dzieci mniej więcej dziesięcioletnich mieć konto na fejsie, to znaczy być kimś lepszym. Spędzają tam mnóstwo czasu i chwalą się wszystkim, czym chcą się pochwalić. Oczywiście w większości są to rzeczy materialne albo wakacje za granicą. Nic nie dają zabezpieczenia wiekowe, a według mnie mają sens. One nie zdają sobie sprawy z tego, że chwalenie się wszystkim i udostępnianie o sobie tylu informacji jest niebezpieczne.

Ba, nawet mało który dorosły korzystający z fejsa zdaje sobie z tego sprawę. Pokłóciłaś się z chłopakiem? Wrzuć wspólne zdjęcie, niech wszyscy myślą, że jesteście najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, a wasz związek kwitnie! Jest Ci źle, mam problemy? Napisz o tym na fejsie, niech wszyscy Ci współczują, pytają co się stało i wspierają pisząc, że będzie dobrze. Nie mogę uwierzyć, że dorośli ludzie wyciągają swoje problemy na światło dzienne. Przecież większość tych, którzy piszą pod takimi postami ‚będzie dobrze, trzymaj się! Buziaczki :-*’ przy najbliższej kawie z waszą wspólną koleżanką obrobią Ci tyłek i przerobią dokladnie całe Twoje życie.

Ludzie na fejsie uwierzą we wszystko. Wrzucasz zdjęcie z kuzynem? Pewnie to żaden kuzyn, po prostu mówisz tak swojemu chłopakowi, bo go zdradzasz. Wyjeżdżasz do mamy odpocząć? Aaa, pewnie mąż Cię zostawił i tak naprawdę się wyprowadziłaś. Udostępniasz obrazek, bo Cię rozśmieszył? Jejku, jesteś w ciąży! I wszyscy wokół przez najbliższe kilka dni zastanawiają się i dyskutują na temat tego, czy to prawda. Wiem coś o tym ostatnim i informuję wszystkich wtajemniczonych i niedoinformowanych, że w ciąży nigdy nie byłam i śmieszyła mnie wasza naiwność ;) Ktoś widział mnie z brzuchem? Nie, ale przecież na fejsie coś było.

Ludzie w Internecie są jak młode pelikany, które połkną wszystko. Nie myślą o tym, że to TYLKO Internet i można tam napisać co się zechce, ale to niekoniecznie musi być prawdą.

Pomyśl sobie, że ktoś kompletnie obcy, kto nigdy nawet Cię nie widział i w ogóle mieszka na drugim końcu kraju, wchodzi na Twój profil na fejsie. Wchodzi na Twój profil i wie jak nazywa się Twój chłopak/dziewczyna i od kiedy dokładnie jesteście razem, wie do jakich chodziłeś szkół i w jakich latach oraz gdzie pracujesz. Wie, że w tym roku byłeś na wakacjach z większym gronem znajomych, a jak poczyta komentarze pod zdjęciami to będzie też wiedział, kto się nachlał i kto poderwał kogoś nieznajomego. Będzie wiedział, że 20 lipca 2016 roku miałeś doła, bo masz problemy rodzinne. Będzie też wiedział co masz w domu, bo przy najdroższych sprzętach robisz sobie zdjęcia i może się dowiedzieć w jakich godzinach w Twoim domu nie ma nikogo. Będzie też wiedział, że co tydzień latasz do klubu, w niedziele leczysz kaca piwem, przez co jeszcze w poniedziałek zjawiasz się w pracy na kacu. I tutaj trochę zaskoczę ludzi nieświadomych, dzisiaj pracodawcy często przeglądają profil potencjalnego pracownika. Może znajomy, który nie ma z kim się bawić będzie Ci zazdrościł tak rozrywkowego życia, ale dla Twojego przyszłego pracodawcy będziesz po prostu człowiekiem nieodpowiedzialnym.

Na pewno chcesz, żeby obcy Ci człowiek mógł bez problemu dowiedzieć się o Tobie wszystkiego?

Czarny Protest- czy na pewno tym powinni się zajmować?

Wypowiadają się przede wszystkim kobiety. Jedne walczą o prawo głosu, drugie uwżają, że te pierwsze nie mają nic do powiedzenia na temat tego, czy ich dziecko ma żyć, czy nie. Tylko dlaczego nie myślą o tym, że całkowity zakaz aborcji może skrzywdzić wiele kobiet?
Nie wolno nam decydować o czyimś życiu, ale czy gwałciciel nie skazuje swojej ofiary  na, w wielu przypadkach, cierpienie do końca życia? Czy to, że nie zabija jej ciała nie znaczy, że nie zabija jej duszy?
Dlaczego ludzie chcą zmusić kobietę po takim przeżyciu do cierpienia? Nie każdy jest silny psychicznie i emocjonalnie na tyle, aby poradzić sobie z czymś takim. Być może kobieta, która przeżyła gwałt pójdzie na terapię, urodzi dziecko i będzie je kochać całym sercem.  Być może urodzi dziecko, ale nie pokocha go i odda do domu dziecka, a być może będzie je nienawidzić , okazywać mu to na każdym kroku i zrujnuje mu w ten sposób życie, bo będzie je obwiniać za to, co się stało i będzie przypominało jej o tym codziennie?
Kobieta po takim przeżyciu powinna mieć prawo wyboru. Prawo do namysłu i podjęcia decyzji, czy będzie w stanie pokochać to dziecko, czy nie. Oczywiście, może je oddać do adopcji, ale jednak jest zmuszona przez 9 miesięcy nosić je w sobie. Czy istnieje kobieta, która po takim przeżyciu, z owocem tragedii w swoim ciele budziłaby się codziennie z uśmiechem na twarzy? Czy codziennie, przy każdym poknięciu, każdym wymiotowaniu, każdej zachciance przypominałaby sobie o tym, co się stało?
Najbardziej denerwuje mnie to, że za takie kobiety wypowiadają się ludzie, którzy nigdy tego nie przeżyli. Mówią o tym, że nie możemy decydować o życiu dziecka, a czy oni nie decydują za te kobiety?
Nie chodzi o to, żeby usuwać dziecko, bo przeszkadzałoby jak krzesło pod nogami. Trzeba być odpowiedzialnym.
Ale kiedy ciąża jest owocem gwałtu, kiedy zagraża życiu kobiety lub kiedy pewne jest, że dziecko urodzi się niepełnosprawne? Kto z nas chciałby całe życie być rośliną? Dziękowalibyście komuś za takie życie?

Widziałam przed chwilą coś naprawdę strasznego. Film, na którym ksiądz uprawia seks z chłopcem. Tym powinna zająć się ta cała polityka. W pierwszej chwili, kiedy to zobaczyłam, byłam w ogromnym szoku. W drugiej, kiedy dotarło do mnie, że naprawdę widziałam to, co widziałam, zrobiło mi się niedobrze. A na końcu po prostu zaczęłam płakać.
Skąd tacy ludzie się biorą? Gdzie jest ten Wasz cały Bóg? I skoro nad wszystkim ma kontrolę, to co powiedziałby na to?
Dlaczego na tym świecie jest miejsce dla takich ludzi? I dlaczego ważniejsze jest, aby zabrać kobietom prawo wyboru od zastanowienia się nad tym co zrobić, aby zmniejszyła się liczba takich ‚ludzi’?
Nie chcę takiego świata. Chociaż podobno świat jest piękny, tylko ludzie to… No właśnie.
Tylko, czy to nie właśnie ludzie tworzą świat?

Po co się wywyższać?

Lepsze ubrania, telefon, samochód. Nieważne, że kupili go rodzice, a osobiście nie zapracowało się ciężko nawet jeden dzień, żeby go dostać. Siostra, ciocia, wujek itd. też jest dobrym powodem, żeby czuć się lepszym. Takie są dzieci.

W dzieciństwie nie były mi potrzebne drogie zabawki. Fakt, czasem marzyła mi się jakaś mówiąca zabawka, machająca rękami, czy nogami, bo w okresie świątecznym reklam było mnóstwo i dziecko chciało mieć wszystko co widziało zwłaszcza, że do dziś uwielbiam wszystko co kolorowe, a zabawki takie są.

Jednak nie do końca było mi to potrzebne. Wychodziłam na dwór o 8 rano. Pamiętam do dziś, jak dzień wcześniej się umawialiśmy i zawsze ustalaliśmy jak najwcześniejszą godzinę, żeby jak najszybciej się spotkać. Siedzieliśmy razem do późnego wieczora i potrafiliśmy się nie nudzić przez cały dzień. Bez smartfonów, laptopów i tabletów, bez drogich zabawek. Wystarczyło podwórko, kałuże, piasek itp. Nikt się nie wywyższał, nikt nie czuł się lepszy, ani gorszy. Zdarzało się, że przychodził ktoś ‚obcy’ i próbował pokazać, że jest ponad nami, bo np. jego rodzice mieli samochód. My mieliśmy siebie nawzajem i nigdy się nie nudziliśmy tak jak to dziecko. Kto był bogatszy?

Dzisiejszy świat jest inny. Nie ma tamtych ludzi. Nie mam też samochodu, ani nawet prawa jazdy, a moi rówieśnicy tak. I niektórzy z tego powodu pewnie czują się lepsi. A ja nie czuję się gorsza, bo wiem, że materialne rzeczy nie dają prawdziwego szczęścia. Samochodu i prawka nie mam z wyboru, chociaż tamci ‚lepsi’ ludzie pewnie myślą, że mnie nie stać. Praktycznie każda materialna rzecz może być powodem do tego, żeby ktoś czuł się lepszy od drugiego. Tak, jakby to było ważne.

Tacy są dorośli, taka jest młodzież. Nigdy nikomu niczego nie zazdrościłam. Nie czułam zawiści, nie czułam się gorsza dlatego, że ktoś miał coś, czego ja nie miałam. Ale innym ludziom daje satysfakcję pokazywanie, że jest ponad nami. Bo ich rodzice więcej zarabiają, albo oni sami mają lepszą pracę.

Szkoda mi takich ludzi. Naprawdę im współczuję i zamiast czuć się gorsza, kiedy ktoś próbuje mi pokazać, że ma więcej, po prostu jest mi go żal.

Oni nie znają prawdziwych wartości. Pokazują, że są lepsi i może to podnosi im samoocenę, ale pieniądze nie dają szczęścia. Drogie przedmioty mogą dać chwilową radość, ale nie uszczęśliwią, bo są rzeczami martwymi. Czym innym jest, kiedy np. ktoś ciężko zarabia na wymarzony samochód. Wtedy jest z siebie dumny, bo włożył mnóstwo wysiłku, żeby móc go kupić. Ale to też z czasem mija. Prawdopodobnie nie mają tego, co chcieliby mieć, np. prawdziwego przyjaciela. Dlatego wmawiając sobie, że mając to, czego nie mają inni, są lepsi i pozornie czują się spełnieni, chociaż wcale tak nie jest.

Bogaty człowiek to ten, który ma dach nad głową, ma co jeść, ma kochającą rodzinę i przyjaciela. Naprawdę bogaty jest wtedy, kiedy zdaje sobie z tego sprawę.

Nie rzeczy materialne, nie pieniądze są ważne. Jest mnóstwo ważnych wartości, których ‚lepsi’ ludzie nie dostrzegają, nie zdają sobie z nich sprawy i dlatego tak naprawdę są ubodzy. Gardzą ludźmi, dlatego nie mają prawdziwego przyjaciela, ani nawet dobrego znajomego. Mają tylko drogie przedmioty i bez przerwy wszystkim pokazują, że to oni są górą.

A większość ludzi bez drogiego auta, czy telefonu czuje się przez nich gorsza i to jest przykre. Nie myślą ‚ja mam rodzinę, jestem zdrowy, jestem szczęśliwszy, niż on’, tylko ‚nigdy nie będzie mnie stać na taki samochód, nigdy nie będę mógł mu pokazać, że tak naprawdę to ja jestem od niego lepszy, albo chociaż taki sam’.

Zazwyczaj ci ‚lepsi’ ludzie nie wiedzą co to empatia, bo żeby zrozumieć drugiego człowieka samemu trzeba coś przeżyć. Ten, kto zawsze miał wszystko co chciał od razu, raczej nie będzie potrafił Cię wesprzeć w potrzebie, bo nie rozumie Twoich problemów.

Chciałabym uświadomić tym ‚lepszym’, że wcale lepsi nie są, mogą jedynie pokazać poprzez wywyższanie się, jak bardzo płytkimi są ludźmi i czasem się ośmieszyć. I tym ‚gorszym’, że prawdopodobnie mają o wiele więcej,  niż ci pierwsi.

Pamiętaj, człowiek, który próbuje Ci pokazać, że jest ponad Tobą, tak naprawdę jest o wiele uboższy, niż może Ci się wydawać. Szczęścia nie dadzą Ci rzeczy materialne.

Porażka przyczyną wygranej

Większości z nas, kiedy ponosimy porażkę, wydaje się, że to koniec.
Zepsuta reputacja, zmarnowane życie, kompromitacja, zawód itd., itd.
Po prostu koniec świata, nic już nie będzie dobrze, nie ma po co żyć…
Wcale nie! Powinno być całkiem inaczej.
Porażka może zmotywować do działania bardziej niż cokolwiek innego.
Uczymy się na błędach, więc po upadku jesteśmy… O jeden upadek mądrzejsi.

Nie użalaj się nad sobą. Tak, tak, łatwo pisać. Zrobić też jest łatwo, naprawdę.
Najlepiej po prostu rób wszystko, żeby nie mieć czasu na użalanie.
Zamiast leżeć w łóżku, słuchać dołującej muzyki, wyłączać telefon
i myśleć ciągle o jednym, wyjdź z domu. Jeżeli trzeba, zmuś się do tego.
Najlepiej pobiegaj (jak nie lubisz, to gwarantuję, że polubisz),
wyjdź do ludzi, pobaw się. Emocje wywołują zachowania,
zachowania wywołują emocje. Wniosek? Jesteś smutny,
więc leżysz i słuchasz dołującej muzyki, płaczesz, nic Ci się nie chce.
Zmień muzykę na wesołą, wstań i zrób coś pozytywnego, a zobaczysz,
że Twój nastrój się zmieni. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Nie uzależniaj samooceny od opinii innych i nie dołuj się odrzuceniem..
Wyrzucili Cię z pracy, znajomi się odwrócili,
olała Cię laska, albo okazało się, że Twój ukochany podrywał
kilka innych w tym samym czasie, kiedy podrywał Ciebie.
Na pewno nie jesteś dobrym pracownikiem, nie pasujesz do znajomych,
albo nie nadajesz się do życia z drugim człowiekiem,
jesteś ogólnie do niczego… Nie!
Możliwe, że w pracy nie szło dobrze, ale to znak,
że to nie miejsce dla Ciebie i prawdopodobnie
nie była to Twoja wymarzona praca. Znajomi nie byli warci Twojego czasu,
znajdziesz lepszych. Zresztą, lepiej mieć jednego wiernego przyjaciela,
niż setki fałszywych znajomych. Nadajesz się do życia z drugim człowiekiem,
widocznie ten człowiek nie nadawał się do życia z Tobą.
W końcu pojawi się ktoś odpowiedni. Jeśli nie, pokochaj życie singla
i nie czekaj na wielką miłość, nie szukaj na siłę, bo to nic nie da.
Najszybciej przyjdzie, kiedy nie będziesz się spodziewał.
Przykładów tego typu niepowodzeń jest mnóstwo,
można na nie patrzeć w różny sposób,
ale oczywiście najlepszy jest ten pozytywny.
Nie szukaj odpowiedzi na wszystkie pytania ‘tu i teraz’,
nie myśl zbyt dużo, nie analizuj. Odpowiedzi z czasem przyjdą same.
Nie rozpamiętuj przeszłości. Nie zastanawiaj się ‘co by było gdyby’,
dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Nikt nigdy tego nie wie,
więc nie zaprzątaj sobie głowy ‘problemami’, których nie możesz rozwiązać.

Nie bój się zmian. Coś się skończyło, bo ma się zacząć coś nowego.
„Spróbuj nie opierać się zmianom, które napotykasz na swojej drodze.
Zamiast tego daj się ponieść życiu. I nie martw się,
że wywraca się ono do góry nogami. Skąd wiesz, że ta strona,
do której się przyzwyczaiłeś, jest lepsza od tej, która Cię czeka?”

Nie ulegaj zachciankom. Nie działaj pod wpływem impulsu,
‘prześpij się’ z tym, co chcesz zrobić, ochłoń,
popatrz na sprawę trzeźwo i wtedy podejmij decyzję.
No dobra, czasem warto dać się ponieść.
Kiedy odbiera Ci mózg i nie potrafisz logicznie myśleć,
nie myśl i się nie zastanawiaj! ;)

Nie spędzał zbyt wiele czasu w samotności. Trzeba mieć czas
na przemyślenie życia, ale zbyt dużo tego czasu, to też niedobrze.

Odpuść. Czasem nie warto o coś walczyć, psuć sobie nerwy i tracić czas.
Zostaw sprawy swojemu biegowi.

Nie próbuj wszystkich zadowolić. Czasem najbardziej opłaca się bycie egoistą.
Oczywiście nie chodzi o to, żeby myśleć tylko o sobie.
Pomagaj ludziom, ale nie kosztem siebie.

Śmiej się. Każdy powód do śmiechu jest dobry,
najlepiej śmiej się z samego siebie. Doceniaj drobne szczegóły,
bo to jest najważniejsze. I pamiętaj, że najgorsze raczej się nie zdarzy.

A jeśli się zdarzy, to wiedz, że niedługo naprawdę wygrasz.
Porażka daje Ci gwarancję wygranej,
tylko musisz spojrzeć na wszystko od odpowiedniej strony.
Potem… zobaczysz, będziesz silny, jak nigdy wcześniej!

SPEŁNIŁAM SWOJE MARZENIE!

Czekałam na to jakieś… 18 lat ;)
Nadszedł ten wspaniały dzień, najlepszy w moim życiu.
Zostałam dumną ‘kryminalistką’!
Wyobrażam sobie wasze krzywe miny, które pewnie większość z Was
robi zwracając uwagę na miejsce, w którym powstało dziś to dzieło,
więc odpowiem na zadawane pytania i komentarze tak oficjalnie,
także tym, którzy by mi ich nie zadali.
Wiem, że latem niczym nie zasłonię tatuażu, przez co w przyszłości
mogę mieć problemy w pracy, ludzie będą dziwnie patrzeć itd, itd, itd.
Szczerze? Mam to… właśnie tam. Nie zrobiłam go w takim miejscu spontanicznie,
wszystko z nim związane było przemyślane co do najmniejszego szczegółu.
Będzie widoczny na każdej rozmowie kwalifikacyjnej, na którą pójdę w swoim życiu,
jeśli ktoś mi podziękuje przez to, co mam na ręce- jego strata,
a dla mnie informacja, że człowiek jest ograniczony i plus,
bo nie chciałabym pracować z kimś, komu przeszkadza moje ciało.
Może zdarzy się, że przez to nie dostanę pracy, na której będzie mi zależało.
Trudno, przeżyję. Ten tatuaż ma długą, bardzo ważną dla mnie historię,
którą poznają pewnie nieliczni.
Nikomu nie musi się podobać, ale każdy ma go szanować.
Przede wszystkim- ludzie nie powinni oceniać mnie po nim,
bo komuś może nie podobać się czcionka, wielkość, miejsce…
Ale dla mnie to nie jest tylko tusz. Mnie nikt nie zapytał, czy jestem gotowa na to,
co musiałam przeżyć, nie miałam wyboru.
Takim właśnie sposobem powstał ten tatuaż… Miałam na niego wpływ
i miałam wybór, ale powstał przez to, na co wpływu nie miałam.
Czuję, że zrobiłam coś, co powinnam zrobić. Prawie słyszę głos,
którego tak naprawdę nie usłyszę już nigdy. Mówi, że podoba mu się to, co zrobiłam.
To najlepsze, co mogłam dla siebie zrobić. Nie tylko dla siebie.
Od zawsze chciałam mieć tatuaż i wiedziałam, że pierwszy będzie napis.
Miał powstać po moich urodzinach,
chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałam, co dokładnie chcę.
Poczekałam ponad pół roku i bardzo się z tego cieszę,
bo teraz wiem, że do tego dorosłam. Gdybym zrobiła go w lutym,
pewnie nie byłoby to coś tak ważnego, nie znaczyłoby tak dużo.
Miałabym wątpliwości cały czas. A tak… W pewnym momencie przyszło ‘bum’
i już wiedziałam, co to będzie. Myślałam o tym bardzo dużo i dzięki temu
siedząc na fotelu, nie miałam żadnych wątpliwości.
Dwa tygodnie temu oglądałam swoją rękę i myślałam o tym,
że już niedługo będzie wyglądać o wiele lepiej,
że będzie dla mnie najlepszą częścią mojego ciała.
Przez ostatni tydzień, kiedy miałam już umówiony termin,
nie przestawałam o tym myśleć, śniło mi się studio, igły, moja ręka…
Planowałam to jakieś 4 miesiące, ale przez ostatnie 2 tygodnie po prostu tym żyłam.
I przez ten czas poczułam, że staję się lepszym człowiekiem przez coś,
czego jeszcze nie ma. Tatuaż motywuje mnie, żebym stała się LEPSZA OD SIEBIE!
Czuję, że powinnam zasłużyć na to, aby moja ręka pamiętała o tym,
czego nie chcę zapomnieć i że muszę zasługiwać, żeby o tym pamiętać.
Jestem cholernie dumna z tego, co od dziś będzie ze mną do końca życia
i dumna z siebie, bo pierwszy raz spełniłam jedno ze swoich większych marzeń.
Oczywiście to nie jest taka łatwa sprawa. Teraz muszę wytrzymać z folią,
a potem czeka mnie mycie, smarowanie, kąpiele z ręką w górze ;)
Ale czego nie robi się dla miłości? Nawet wstaje się w środku nocy,
i to bez marudzenia, a w moim przypadku to znaczy bardzo dużo :D
To była miłość od pierwszego ukłucia!
Sorry, kot, chwilowo schodzisz na drugi plan, bo mam nowe dziecko do ‘wychowania’!
Każdy pyta, czy bolało. Ciężko to określić, mocniej bolało tylko w jednym miejscu,
reszty nie nazwałabym bólem. Czułam wiele razy o wiele większy ból
i nie ma gorszego, od tego psychicznego.
Poza tym wszystkim, spędziłam dwie godziny w świetnym towarzystwie.
Maciek odwalił kawał dobrej roboty, wszystko jest tak, jak miało być,
a nawet lepiej, bo takiego cuda się nie spodziewałam. Jest po prostu idealnie!
Miałam wielkie szczęście, że akurat on się tego podjął. Jeszcze tam wrócę!
Teraz na pewno będziesz ze mną cały czas, Brat!20150925_192517rthjtdykyd355y65

Wybaczaj, ale nie zapominaj

Ile razy byłeś skrzywdzony? Nie, to złe pytanie, bo do większości pewnie nie przyznajesz się przed samym sobą. Do ilu osób czujesz nienawiść lub przynajmniej niechęć? Prawdopodobnie każda z nich zrobiła coś, czego nie wybaczyłeś. Bo Cię okłamała, olała, obraziła, bo skrzywdziła Cię celowo, a jeśli nie, to dlaczego nie postawiła się na Twoim miejscu i nie pomyślała, jakby się czuła, gdyby sytuacja była odwrotna? Zastanów się przez chwilę tak na poważnie…

Widzisz? Jednak przyznałeś się, że ktoś Cię skrzywdził, pomyślałeś o tej osobie i zabolało.

A nie, jednak nie, przecież ta osoba jest dla Ciebie nikim, gardzisz nią i wcale Cię nie skrzywdziła…

Ha, już za późno, żeby się wycofać, chwilę wcześniej się przyznałeś!

Przestań się oszukiwać. Nie musisz wszystkim wokół wytykać jej palcami i mówić, np. ‘on mnie olał’, nie o to chodzi. Po prostu pomyśl o tym i przyznaj się sobie, że czujesz urazę, mimo, że nie chciałeś dopuszczać kogoś do siebie tak blisko. Teraz mijając tę osobę, w myślach określasz ją epitetami niezbyt miłymi i niechętnie mówisz ‘cześć’. Nienawidzisz jej i masz ochotę wydrapać oczy, bo sprawiła Ci przykrość, albo Cię skrzywdziła. Może nawet nie jest tego świadoma, a Ty nie wiesz, dlaczego to zrobiła. Przestań się zadręczać tym, czego nie wiesz, podobno niewypowiedziany problem nie istnieje.

Popatrz na to z drugiej strony. Ten człowiek nie zaprząta sobie głowy Twoją nienawiścią. Psujesz tylko swoje nerwy, denerwujesz się, opuszcza Cię dobry humor. Pogódź się z tym, że tak wyszło, przestań zadawać sobie pytanie ‘dlaczego?’, wybacz, olej i bądź naprawdę neutralny wobec tej osoby. Zobaczysz, poczujesz się o wiele lepiej, patrząc na nią obojętnie, nie czując żadnych złych emocji.

No dobra, ale są jeszcze ci naprawdę ważni ludzie, którzy czasem krzywdzą. Zdradzają, kłamią, oszukują, odchodzą bez wyjaśnień. Robią rzeczy niewybaczalne. A jednak trzeba wybaczać.
Wybacz i miej luźne stosunki, nie żyw urazy, porozmawiaj czasem. Nie musi być jak wcześniej, ale nienawiść do niczego nie prowadzi. W życiu nie ma czasu na kłótnie. W każdej chwili może zabraknąć Ciebie, albo drugiej osoby, a wtedy do końca życia będziesz żałował, że nie poprawiliście swoich relacji. Dlatego żyj z każdym tak, jakby za chwilę miało go już nie być.

Bo tak może się stać.

Jeśli nie wybaczysz zdrady, czy zawodu miłosnego, nigdy nie pójdziesz dalej. Nienawiść to też uczucie. Jest tak silna jak miłość, więc w pewien sposób jesteś związany z tą osobą. Dopiero, kiedy będzie Ci obojętna, możesz zostawić to za sobą. Zaakceptuj fakt, że być może to miało wpływ na Ciebie i to, że teraz jesteś innym człowiekiem. Popatrz na to, co przed Tobą i na to co jest teraz. Teraz masz inne życie, tamto już nie ma znaczenia. Potraktuj to jako lekcję, takie są najlepsze i uczą najwięcej. Wybacz i idź dalej.

Przyjaciele też krzywdzą. Wtedy zaczynasz zastanawiać się, czy w ogóle wiesz, co to przyjaźń. „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”, to święta prawda, pamiętaj. Kiedy jesteś w potrzebie i okazuje się, że Twój przyjaciel wcale nim nie jest, nie walcz o to, bo nie warto. Może przyjdzie ktoś, kto wyciągnie rękę, a może zostaniesz sam. Nie przejmuj się tym. Lepiej zostać samemu, niż otaczać się fałszywymi ludźmi. O wiele lepiej!

Wybaczaj, ale nie zapominaj.